Sam test nie wydał mi się bardzo trudny, z resztą polegał na dopasowywaniu do siebie obrazków i miałem wrażenie, że czasami bardziej sprawdzał spostrzegawczość, aniżeli sprawność poznawczo-analityczną mojego umysłu. A może te określenia to synonimy? W każdym razie nie minęło wiele czasu, zanim ukończyłem ostatnie z trzydziestu pytań i pewny swojego wysokiego wyniku kliknąłem w przycisk kończący. Mogłem się też tego spodziewać, że nie przeczytawszy informacji umieszczonych na stronie głównej, zabrałem się za przedsięwzięcie, które najbardziej przetestuje moją sprawność intelektualną dopiero w ostatnim poleceniu: Wyślij SMS za 30,75 zł. Jakże szybko uruchomiło to moje zdolności kalkulacyjne oraz wartościujące, a wręcz skłoniło do duchowego poszukiwania, abym wejrzał w siebie i zadał sobie pytanie: Czy mi to jest na prawdę potrzebne? I w ogóle dlaczego chcę się upewnić o wysokości swojej inteligencji? Czy to aby nie jest tylko prosta próba udowodnienia sobie samemu swojej ponadprzeciętności i próba pewnego rodzaju narcystycznego przejrzenia się w lustrze? Albo czy plik PDF z zawierającym moje imię i nazwisko certyfikatem wygenerowanym przez witrynę do czegokolwiek mi się przyda? Czy rzeczywiście opłaca mi się za to płacić? Ale zaraz, przecież zrobiłem już test! Chcę się przekonać! Korci mnie to! Potrzebuję sobie udowodnić nie tylko tyle, że jestem lepszy od innych, ale też jak bardzo lepszy! I czy moje IQ podniosło się od ostatniego razu. Charlesowi Mansonowi się podniosło.
Ludzie mocniej stąpający po ziemi przekonali się jednak już dawno o tym, że iloraz inteligencji nic nie znaczy - wystarczy obejrzeć Forresta Gumpa, żeby otrzymać na ten temat wydatną lekcję - i choć Forrest Gump jest tylko fikcją, to pokazuje nam pewną prawdę. Tak więc przypominając go sobie, skłoniłem się do jeszcze głębszej refleksji nad tym, co tak na prawdę stanowi o inteligencji tego człowieka, którym i ja jestem, a w ostateczności o jego wewnętrznej integralności? Zacząłem się zastanawiać: gdybym miał na tyle duży nadmiar pieniędzy, żeby wydanie trzydziestu złotych - na takie nic - nie robiło mi różnicy, to czy powstrzymałbym się tak łatwo? Kwestionuję tu własne podstawy moralne i stawiam siebie w obliczu "pokusy" - inaczej pragnienia mojego skrzywionego ego, a przede wszystkim tej jego części, która poszukuje uznania i docenienia oraz poczucia pewności siebie. Tutaj zdaję się na znajomość siebie. Wiem, że mam tendencję do szybkiego wydawania pieniędzy, ale na byle co też nie lubię wydawać. W końcu miałbym zapłacić za garść kilobajtów wygenerowanych przez algorytm i za informację o tym, jak wypadłem na tle reszty - czysta próżność w moim przypadku, a nie miałbym praktycznego zastosowania dla tej wiedzy. Wygrały rozsądek i kontrola nad sobą czy konieczność racjonowania środków finansowych?
I tutaj zadaję sobie pytanie - jak zachowałbym się w innych okolicznościach - gdybym nie miał przed sobą zobowiązań, albo gdybym mógł sobie pozwolić na brak odpowiedzialności? Gdybym nie dzielił swojego życia ze wspierającą mnie żoną, która poparła moje w pierwszej chwili ironiczne zdanie na temat inteligencji ludzi wysyłających te SMS-y? Gdzieś w głębi siebie, jednak, potencjalnie byłem tego pokroju człowiekiem i lawirowałem na krawędzi stania się takim. Wiem, że zaowocowałoby to chwilowym upojeniem swoim wynikiem IQ, choć i tak z góry wiedziałem, że będzie wysoki, a potem w zasadzie pewnie by mi było szkoda tych pieniędzy. Ale wtedy chciałem wiedzieć, o ile punktów wyżej stoję od przeciętnej. "Jak bardzo jestem lepszy od tego wiecznie przekonanego o swojej racji plebsu! Pokażę im!" (podpisano: Ego). Moje ego cały czas lgnie do tej zagadki niczym język do złamanego zęba. Wciąż chce się czymś unosić - jeśli nie może znać wyniku testu, to przynajmniej skomentuje głupotę tych, którzy wysyłają te SMS-y. A to jest ocenianiem, krytykanctwem i wytykaniem palcem. To jest negatywne i aroganckie zachowanie podszyte agresją - wynik autopsji.
Więc dla mnie ten test nie był testem na analizowanie obrazków - to nie jest istotne. A może miało za zadanie pobudzić moje synapsy do działania? Być może nie ma przypadków? W każdym razie okazał się dla mnie sprawdzianem na umiejętność analizowania swojego wnętrza i lekcją w dostrzeganiu oraz rozwijaniu umiejętności obiektywnego spojrzenia na siebie. Teraz czuję, że mogłem urazić kogoś moim złośliwym komentarzem i nawet chciałbym przeprosić tysiące ludzi za to, że z nich szydziłem. Cóż, muszę to zrobić w duchu, a oni, mam nadzieję, w swoich duchach mi wybaczą. A teraz czas na morał:
Nie ma znaczenia to, ile punktów w skali mamy na liczniku - ale to, ile punktów potrafimy dać komuś innemu.