niedziela, 5 grudnia 2021

Reinkarnacja

Życie po życiu, kontynuacja, dusza, esencja, to co tu robisz, twój charakter, albo twoja energia, twoje dzieło, owoc twojego jestestwa, nasiono, które zakiełkuje i wzrośnie w zależności od tego, jak je będziesz pielęgnował, twój ogród. To, co zostawisz pod sobie może być niebem, lub piekłem. Wszystko zależy od ciebie, gdzie dalej pójdziesz. Znaczy, nie ty indywidualnie. Ty powracasz do ziemi. Twój najbardziej niesamowity, unikalny, wielce złożony, responsywny organizm, który zawiera w sobie miliardy lat ewolucji życia, którego w tym momencie jesteś końcem, efektem wszystkich nieb i wszystkich piekieł, w które wierzyła ludzkość, które sobie wyobrażała, na które pracowała, do których popychała natura - czyli do rozwoju, pięcia się na nowe wyżyny, ku udoskonaleniu, ku pełnej harmonii i perfekcji. A jednak ten świat, ba, cały kosmos, jest pełen przeciwieństw. Ile jest światła, tyle jest cienia. Ile jest nieba, tyle jest piekła. Ile jest ciepła, tyle jest chłodu. Wszystko to miesza się w wielkim, kosmicznym tyglu. Czasem jesteś planetą, tak odległą, jak nasza Ziemia. Ale jesteś też całością, współistnieniem, żywym cudem. Bo egzystencja jako taka, to cud. Czy umiesz sobie wyobrazić niebyt? Ach, że też nawet stworzyliśmy słowa, dzięki którym nasza świadomość może obserwować nieoczywistą oczywistość siebie!

Lecz uważaj! Twoje ręce, które teraz trzymają przedmiot, pąpują krew. Bezustannie. Całe życie. To dla ciebie takie jasne, że coś robisz, chwytasz, nie zastanawiasz się nad tym nigdy, ba, nie przykuwasz uwagi, jest ci to w sumie zbędne, ale też nie zachwycasz się nad fenomenem, jakim jesteś. Nauka dała nam wielki, szczegółowy wgląd w to, jak bujny i złożony jest świat; jak jest piękny, zbalansowany, połączony we wszelkich aspektach, jak odnogi wielkiej rzeki, tak i nasz układ krwionośny, jak piorun, tak i nasz układ nerwowy, jak liście roślin, tak i para zamarzająca na szybie. Och! Gdybyśmy nie mieli szyb, jakże pozbawiony słodkości byłby nasz świat, choć mówią, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal... A my możemy dostrzec. Tak wiele. Mojemu sercu tylko żal tego, że tak wielu patrzy, ale nie dostrzega. Tak wiele osób znam. Są piękne, wrażliwe istoty, które potrafią docenić dar istnienia, które jakoby dało im szansę (każdemu z nas) aby móc rozpalić świadomość! 
Jakże niesamowite jest, że możemy sobie zdać z tego sprawę. A jednak istnieją ludzie bardziej ślepi niż boczna uliczka w zaułku... 

Ktoś bardzo mylnie przekonuje, że można trafić do nieba, jeśli tylko wypowie się kilka zdań przed śmiercią. Miałoby to przekreślić życie, które siało piekło. Jakby za magicznym skinieniem różdżki, cierpienie pozostawione po sobie miałoby zostać wymazane, krzywdy cofnięte, gleba raz zaorana znów miałaby stać się dziewiczą. A wszystko za sprawą słowa "wierzę"? 

Niestety, przedłużenie twojej personalnej egzystencji to bajka. Ma działać na twoją wyobraźnię, a że nie umiesz dobrze jej zinterpretować, ani zrozumieć tego, do leży za metaforami, bo tak na prawdę nikt nie wie i nie widzi oczywistego - kresu - poprzez kurtynę metafor i zagadek, jakimi wielkie religie nas karmią, pod pretekstem niesienia prawdy (ach, jakże wielkie szkody wyrządzają, wykrzywiając rzeczywistość w swym zwierciadle). Niestety, cokolwiek chcesz nazwać prawdą - jeśli nie mówisz tego w odniesieniu do czegokolwiek, a tylko idziesz i "przedstawiasz prawdę" to kłamiesz. Prawda nie potrzebuje przedstawienia. Za to tak wiele osób robi przedstawienie. Przedstawcie sobie ich wszystkich - krzykaczy, kaznodziejów, pozerów, nawiedzone dusze, opętane, oszalałe, zwyrodniałe umysły...

A wszyscy skończymy w piachu. Jednak to, co zostanie po nas, będzie dalej żyło. Życie to ciągłość, WIELKA KOLCZUGA, a każde z nas jest w niej oczkiem. Kolczuga ta nie ma początku, końca, krawędzi. Żadne z jej oczek nie posiada imienia. Zdążyło nam się być jednym z tych oczek. Jutro kolczuga przesunie się, a nas już nie będzie. Migotamy jak gwiazdy na rozedrganym niebie, a niektórzy wiedzą, że nie będą świecić wiecznie i nie starają się nic innego robić, ponad to, żeby realizować swoją naturę poprzez wzrost na danej im glebie. Mam nadzieję, że będziemy czynić glebę żyzną, aby przyszłe pokolenia miały na czym wzrastać. 

środa, 1 września 2021

Eksploatacja

Wszyscy nieraz padamy ofiarą naszych słabości. Błądzić jest rzeczą ludzką, jak to ktoś mądry powiedział. Jednak nie wszyscy więksi od nas chcą nas wyciągnąć od naszych słabości - chociaż ponoć wszyscy jesteśmy maluczcy. Istnieje wielu ludzi, których głównym celem jest gromadzenie kapitału. Jest to ich religia i tylko tym żyją, a nie cofną się przed niczym, aby to osiągnąć. I chcę tu powiedzieć o ludziach, którzy wykorzystują słabości innych do swoich celów. Są to producenci tytoniu, alkoholu, narkotyków, śmieciowego jedzenia, mody i pornografii. Każda z tych gałęzi opiera swoją sprzedaż na ludzkiej słabości, a dokładnie pięciu z siedmiu wymienianych grzechów głównych: chciwość, pycha, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, nieczystość i zazdrość. Każda z tych cech jest psychologicznie i społecznie uwarunkowana w każdym człowieku. Jedni te cechy posiadają, inni nie. O, jak niewielu jest bez wad, prawda? Jednak widząc modele marketingowe widzę, że moda polega na karmieniu pychy i zazdrości ludzkiej, alkohol, tytoń i śmieciowe jedzenie - nieumarkowania, zaś pornografia - nieczystości. Wszystko połączone chciwością, której nasienie stworzyło globalną sieć, gdzie zysk jest najważniejszy, zaś koszt się nie liczy. Dzię temu mamy wielki przemysł wydobywczy, hodowle i uprawy, ale nie służą one większości ludzkości. Służą tylko niewielkiej grupie, podczas gdy ogromna ilość pracy ludzkiej i zasobów jest wykorzystywana by zaspokoić "elity". Jakie szczęście mam, że mogę żyć w państwie, które jest na tym kulturowym i ekonomicznym szczycie, że pozwala mi pisać siedząc wygodnie przed komputerem w ogrzewanym, murowanym budynku w centrum wielkiego miasta, gdzie pod nosem mam dostęp do wszelkich dóbr materialnych i kulturowych. Urodziłem się tutaj, nie z własnej wolicji, bo zostałem powołany do życia przez rodziców. Nikt nie rodzi się z własnej woli. Niewielu ludzi też ma pojęcie o własnej woli i żyją prostym, automatycznym życiem, splątani w systemie opartym na wyzysku. Miliardy ludzi nie ma dostępu do własnej toalety, do stałego domu, do wody pitnej, ani do pokoju (w sensie braku wojny). Równocześnie gleba, oceany, woda, lasy i powietrze ulegają erozji pod wpływem coraz intensywniejszej eksploatacji. Również życia ludzkie, całe dekady pracy są spędzane w zaprzęgu cywilizacji. Cywilizacja dała nam wielkie osiągnięcia, jednak w erze finansjery i informacji, brakuje jednej ważnej rzeczy - odpowiedzialności za świat, skoro jesteśmy cywilizacją go zasiedlającą. Do tego dodam jeszcze umiarkowania w konsumpcji i to wszystkiego, co dzisiaj można nabyć.

niedziela, 23 maja 2021

Pryzmat

Lubię doświadczać rzeczy, miejsc i zjawisk bezpośrednio. Pragnę zawsze je poczuć i podzielić się swoimi spostrzeżeniami, wymienić je, jeśli jestem z innym świadkiem. Kiedy idę, lubię iść. Moja kobieta niestety ma inaczej - wszędzie chodzi z aparatem. Robię zdjęcia, przystaje, nie potrafi docenić duchowej wartości chwil, tylko musi wszystko obcykać. Czuję, że niszczy to moment, niszczy to też rzeczy, które moglibyśmy podziwiać trzymając się że ręce, podziwiając. Czuję, że nie idziemy razem, ale ja jestem dla towarzystwa pani fotograf-amator. Widzę piękne miejsca, wącham kwiaty, podziwiam widoki... I jestem tam sam. Fajnie, ale co to za radość iść z kimś i czuć się sam? Jeśli chcę być sam, to idę sam. Męczy mnie to ciągle przystawanie co 5 minut i czekanie, aż ona nasyci aparat. A potem te zdjęcia leżą nieobrobione, latami. Po nic. A ja nie pamiętam tych chwil, bo się nudzę w procesie obfotografowywania obiektów. Męczy mnie że ona musi na wszystko patrzeć przez ten pryzmat. 

środa, 19 maja 2021

O Cierpieniu

Moje życie od początku jest naznaczone jakims cierpieniem. Wewnętrznmym dyskomfortem, bólem psychicznym, który wręcz odczuwać zacząłem fizycznie w postaci napięć mięśni, uczucia ciśnienia w głowie, skurczu gardła lub przepony i okolic brzucha. Jest to jakiś rodzaj lęku, napięcia, ciąhłej gotowości. Nie pamiętam już momentu, który istniałby bez tego. Żyję w społeczeństwie i za każdym razem, kiedy opuściłem gardę tego niekomfortowego trzymania się na baczności, dostawałem po dupie. Bo zawsze trzeba pilnować tego, co się powie i tego, żeby ktoś nie zrobił sobie z Ciebie wycieraczki. A ludzie kiedy tylko widzą okazję, wylewają na innych pomyje, nawet robiąc to nieświadomie - taka jest natura - każdy byt zawsze próbuje być wyżej od innego, w wiecznej walce o przetrwanie silniejszego.

Gdybym przestał się tym przejmować, uraziłbym wiele osób, prawdopodobnie wszystkich. Straciłbym pracę i wielu znajomych nie chciałoby mnie znać. Nie żeby mi na większości zależało... ale na pewno większośc z nich czułaby się zraniona moim prawdziwym obliczem. Ale dlaczego? Ano dlatego, że ich okłamywałem. Okłamywałem, nie będąc sobą. Próbując być wyważonym, miłym, nie mając asertywności. Nagle z takiego nieśmiałego i nieszkodliwego głupka stałbym się kimś innym - zapewne gorzkim, szorstkim, brutalnym, być może cynicznym, o poglądach radykalnych.

I stąd moje cierpienie - próba przetrwania, zaoszczędzenia sobie większych niewygód. Ale kto wie, czy właśnie nie będąc radykalnie sobą zaoszczędziłbym sobie jeszcze bardziej? Wszystkie potyczki, cyniczni i wyniośli ludzie wycierający sobie o mnie swoje gówno...

Życie, dochodze do wniosku, naznaczone jest cierpieniem od urodzenia. Będąc w harmonii z sobą, niezależnie kim jesteś, jak bardzo negatywny, jak bardzo inny, będziesz miał o wiele lepszej jakości życie, o wiele bardziej satysfakcjonujące bitwy, o wiele mniej gówna innych ludzi w ciebie trafi. chciałbym taki być w każdej chwili... chciałbym teraz znów mieć czas o tym zawsze pamiętać.

środa, 14 kwietnia 2021

moja depresja

Bardzo często czuje się znużony, odczuwam smutek i brak motywacji do działania i wykonywania codziennych obowiązków. Unikam kontaktów z ludźmi, załatwianie spraw budzi u mnie lęk. Zamykam się w sobie i czuję, że nawarstwiają mi się rzeczy, których nie zrobiłem (w życiu i na co dzień), czuję się winny za to wobec rodziny. Boję się, że w newralgicznych sytuacjach mój umysł mnie sabotażuje i poniosę porażkę lub popełnię błędy trudne do naprawienia, lub kosztem siebie. Powoduje to u mnie coraz niższe poczucie własnej wartości i lęk przed interakcją. często czuję, że nie umiem wyrazić swoich emocji, pod skórą czai się zarówno smutek, jak i gniew i lęk. Czuję się więźniem, brakuje mi swobody, pragnę ucieczki. 

czwartek, 8 kwietnia 2021

Surrealistyczny świat

Kiedy byłem mały, świat nieraz wydawał mi się abstrakcyjny. Najbardziej ze wszystkiego jednak abstrakcyjny, niezrozumiały, zagadkowy, a wręcz efemerytczny był fakt mojej włąsnej egzystencji. jak to jest, że Ja to Ja? Że świadomośc jest od wnętrza tego określonego ciała, które w sumie do niej pasuje, a ona do niego... A ludzie nie mają pojęcia o 99% rzeczy, które widzę, które zauważam, a oni nie, oraz o milionach myśli i wrażen, które przez moją głowę przechodzą. Czułem się w tym wszystkim zawsze osamotniony. Może nikt o tym nie mówi, a może nikt tego nie przeżywa? Większośc ludzi, zdaje mi się, żyje bowiem bardzo wąskim torem oraz ma prostu punkt widzenia na siebie, innych, świat etc. Z wiekiem staje sie on bardziej rozbudowany, ale mundus operandi jest nadal tak samo prosty. Nie umiem tego stwierdzić, jednak zazwyczaj chyba jest na linii 1. Ja - 2. inni/świat. Ja mam odwrotnie, chociaz widzę wszsytko z perspektywy pierwszej osoby. Świat jest ode mnie większy i ważniejszy, inni mają częściej przekonanie o swojej racji i nie ma czasu na to, aby ich wyprowadzać z błędu, albo przekonywać do szerszego światopoglądu. Niestety, nie znam zbyt wielu słuchaczy, ani otwartych na abstrakcyjne (dla nich, oczywiście) idee. Wracając jednak do świata. Kiedyś wydawał mi sie abstrakcyjny, tak samo jak fakt mojego jestestwa. Teraz ten fakt pozostaje tak samo niewytłumaczalny. Vexing, zagadkowy. Ale Świat staje się abstrakcyjno-surrealistyczny jeszcze bardziej. Jeśli to ja jestem jego twórcą, to przepraszam wszystkich na nim żyjących i siebie samego, po spaprałem sprawę. Marzę o świecie bardziej rozumnym, pozbawionym chciwości, bydła i kłamst, a pełnym ludzi o otwartych oczach, spokojnych i wolnych. Za to mamy świat, gdzie ludzie są przeciskani przez systemową wyrzymarkę i nie mają nawet chwili na samodzielne myślenie, gnani są tylko pędem cywilizacyjnego spędu - do rzeźni. Żielona pożywka, to ludzie! Przypomninają mi się wszystkie moje ulubione filmy - V jak Vendetta, Zielona Pożywka, Ucieczka Logana, Brazil, oraz książki - Rok 1984 oraz Nowy Wspaniały Świat (filmy też z resztą). I zastanawiam się, czy one miały nas ostrzegać, budzić, czy tylko przygotować, oswoić z nadchodzącą sytuacją? Bo z tego, co widzę, ludziom jest zbyt wygodnie, aby sie buntowali, a z drugiej strony są coraz bardziej zniewoleni przez system. ich sprawa, ale ja nie chce być niewolnikiem. Chcę być wolny od systemu, a jednak chyba nie da sie od niego uciec, aby równocześnie nie żyć w niewygodzie. W sumie sam nie miałbym nic przeciwko niewygodom - jestem człowiekiem zahartowanym. Ale moja Żona by tego nie zniosła. Ona potrzebuje stabilności, której jednak antysystemowy styl życia nie daje. Ostatecznie, nie chcę też stać się wyrzutkiem społeczeństwa. Mam spory potencjał i jedyne, co mogę zrobić, to rzucić się w ogień wraz z tłumem, aby przynajmniej ten mój potencjał przekazać - moje myśli, wrażliwość, pomysły na to, jak usprawnić świat. Ale póki co, musze jeszcze wiele zrobić z samym sobą, zanim będę gotowy na to, aby mój kwiat w pełni rozkwitł. Wciąz jestem pączkiem, który dojrzewa powoli. Ale we mnie już wzbiera, już zaczyna się coś formować, oczekuje na nadejście, na rozkwit, na wybuch - gdzieś w głębii, to oczekiwanie się rodzi, to oczekiwanie trwa i będzie trwało oraz rozpalało płomień i zapał prometejski. Oby bogowie nie mieli mi za złe... oby okazali sie tak samo dobroduszni, ajk ja. A może właśnie tacy są, jak ich opisali w Grecji?

poniedziałek, 8 marca 2021

Czego mi brakuje w Cyberpunk 2077

Na początku chciałbym powiedzieć, że ta gra jest bardzo grywalna, wciągająca i wywołuje emocje. Postacie są ciekawe i moim zdaniem dobrze zarysowane, chociaż czasami brakuje im rozwinięcia głębi charakteru.

Jednak jak na grę takich rozmiarów, Cyberpunk blednie przy immersji, którą mamy w grach takich jak Elder Scrolls lub Fallout. 

Brakuje mi tu kilku prostych elementów rozgrywki, takich jak możliwość zmiany wyglądu postaci - operacja plastyczna, zmiana fryzury, budowy ciała i widocznych na skórze wszczepów, oraz możliwości dodania nowych tatuaży, jak i usunięcia starych - hej, mamy rok 2077! 

Inny aspekt, który chętnie bym zobaczył to możliwość urozmaicenia samochodu. Powinny istnieć warsztaty, gdzie można zmienić kolor karoserii i tapicerki. Nie wiem czy zbyt dużo wymagam od gry tego gatunku, ale tuning aut byłby fajną rzeczą.

A skoro jesteśmy przy tuningu - ulepszenia broni są spoko, jednak brak możliwości powiększenia magazynka jest smuteczkowy, zwłaszcza w snajperkach. Ale to jeden szczegół. Zawsze możemy znaleźć fajniejszą spluwę z większym magazynkiem. 

I w końcu misje poboczne. Pomijając misje fabularne z postaciami drugoplanowymi, przejdźmy do kontraktów. Mamy kilka modeli owych - wykradnij coś, uratuj kogoś, wyrwij chwasta, wgraj złośliwe oprogramowanie... Misje, które po prostu dają Ci punkty doświadczenia, polepszają uliczną reputację i znajdujesz w nich sprzęt i komponenty. Te zlecenia dostajemy głównie od fixerów. Poza tym na mieście mamy rozboje w toku i wezwania na miejsce zbrodni od policji, gdzie możemy o terweniować walcząc ze złem i występkiem. Wszystko ok, dopóki nie przejdziesz kilkunastu i nie zorientujesz się, że są wszystkie są niemal identyczne w swoim charakterze, przez co stają się męczące, nudne i ostatecznie zniechęcające. 

I tutaj dochodzę do sedna - immersji. Tego typu szeregowe misje, które wymieniłem powyżej, widzieliśmy już setkach gier. Nie ma w nich nic interesującego. Robisz je po prostu dla nabijania doświadczenia, jednak zabijają one całą zabawę, sprowadzając grę do grindingu. Jednym ze sloganów gry jest "bądź kim zechcesz", z tym, że pozostajesz tylko najemnikiem na usługach fixerów, walczącym o przetrwanie i znalezienie rozwiązania na problem zjadającego twoją osobowość wadliwego wszczepu. Masz kilka tygodni lub miesięcy zanim kompletnie przejmie nad tobą kontrolę, więc nie wespniesz się na szczyt kariery jako szef gangu, nie zostaniesz bohaterem obywateli, którzy prosiliby cię o pomoc, i nie zostaniesz nawet lepiej traktowany przez ludzi, którzy rzekomo darzą cię sympatią. Przykład: gdy zdobędziesz uznanie rodziny Aldecados (jedynego gangu, z którym możesz się zaprzyjaźnić że względu na to, że ma powiązanie z główną fabułą), jego członkowie i tak odzywają się do ciebie jak do śmiecia z ulicy. Powiedzmy że twoja reputacja uliczną wzrosła do wysokiego poziomu. Ale idąc sobie ulicą, jakoś tego nie widzisz. Ludzie nadal zwracają się do ciebie grubiańsko, chociaż mógłbyś wyglądać na kogoś groźnego. Gangusy znacznie niźsi rangą będą cię atakować (gwarantując sobie rozbryzganie swoich flaków na chodniku), gdy postoisz zbyt blisko nich przez zbyt długą chwilę, zamiast uciekać ratując swoje życie... Więc mimo tego, że "możesz być, kim chcesz", nie możesz zmienić tego, że dla wszystkich jesteś tylko pozerem z ulicy, a twoje powiązania nic nie znaczą i prawie w ogóle nie mają odbicia w świecie przedstawionym.

Głównym usprawnieniem byłaby możliwość interakcji i wejścia do gangów. W mieście mamy ich chyba sześć, ale z żadnym z nich nie możemy się bardziej lub mniej zaprzyjaźnić. Nie widać w nich żadnej hierarchii, nie ma bossów, siedzib głównych, ani nie dostaniemy od nich kontraktów, które budowałby by naszą reputację wśród tych frakcji (na przykład zależnie od tego, z kim byśmy się przyjaźnili, zyskalibyśmy wśród pewnych gangusów przychylność lub wrogość). Tym czasem reputacja uliczna odblokowuje jedynie nowe zadania, samochody, kilka wszczepów i ubrań, które jej wymagają. Moim zdaniem - trochę to zbyt prostackie, delikatnie mówiąc.

To kilka uwag, które moim zdaniem uczyniłyby tą grę znacznie fajniejszą i bardziej grywalną.