niedziela, 23 maja 2021

Pryzmat

Lubię doświadczać rzeczy, miejsc i zjawisk bezpośrednio. Pragnę zawsze je poczuć i podzielić się swoimi spostrzeżeniami, wymienić je, jeśli jestem z innym świadkiem. Kiedy idę, lubię iść. Moja kobieta niestety ma inaczej - wszędzie chodzi z aparatem. Robię zdjęcia, przystaje, nie potrafi docenić duchowej wartości chwil, tylko musi wszystko obcykać. Czuję, że niszczy to moment, niszczy to też rzeczy, które moglibyśmy podziwiać trzymając się że ręce, podziwiając. Czuję, że nie idziemy razem, ale ja jestem dla towarzystwa pani fotograf-amator. Widzę piękne miejsca, wącham kwiaty, podziwiam widoki... I jestem tam sam. Fajnie, ale co to za radość iść z kimś i czuć się sam? Jeśli chcę być sam, to idę sam. Męczy mnie to ciągle przystawanie co 5 minut i czekanie, aż ona nasyci aparat. A potem te zdjęcia leżą nieobrobione, latami. Po nic. A ja nie pamiętam tych chwil, bo się nudzę w procesie obfotografowywania obiektów. Męczy mnie że ona musi na wszystko patrzeć przez ten pryzmat. 

środa, 19 maja 2021

O Cierpieniu

Moje życie od początku jest naznaczone jakims cierpieniem. Wewnętrznmym dyskomfortem, bólem psychicznym, który wręcz odczuwać zacząłem fizycznie w postaci napięć mięśni, uczucia ciśnienia w głowie, skurczu gardła lub przepony i okolic brzucha. Jest to jakiś rodzaj lęku, napięcia, ciąhłej gotowości. Nie pamiętam już momentu, który istniałby bez tego. Żyję w społeczeństwie i za każdym razem, kiedy opuściłem gardę tego niekomfortowego trzymania się na baczności, dostawałem po dupie. Bo zawsze trzeba pilnować tego, co się powie i tego, żeby ktoś nie zrobił sobie z Ciebie wycieraczki. A ludzie kiedy tylko widzą okazję, wylewają na innych pomyje, nawet robiąc to nieświadomie - taka jest natura - każdy byt zawsze próbuje być wyżej od innego, w wiecznej walce o przetrwanie silniejszego.

Gdybym przestał się tym przejmować, uraziłbym wiele osób, prawdopodobnie wszystkich. Straciłbym pracę i wielu znajomych nie chciałoby mnie znać. Nie żeby mi na większości zależało... ale na pewno większośc z nich czułaby się zraniona moim prawdziwym obliczem. Ale dlaczego? Ano dlatego, że ich okłamywałem. Okłamywałem, nie będąc sobą. Próbując być wyważonym, miłym, nie mając asertywności. Nagle z takiego nieśmiałego i nieszkodliwego głupka stałbym się kimś innym - zapewne gorzkim, szorstkim, brutalnym, być może cynicznym, o poglądach radykalnych.

I stąd moje cierpienie - próba przetrwania, zaoszczędzenia sobie większych niewygód. Ale kto wie, czy właśnie nie będąc radykalnie sobą zaoszczędziłbym sobie jeszcze bardziej? Wszystkie potyczki, cyniczni i wyniośli ludzie wycierający sobie o mnie swoje gówno...

Życie, dochodze do wniosku, naznaczone jest cierpieniem od urodzenia. Będąc w harmonii z sobą, niezależnie kim jesteś, jak bardzo negatywny, jak bardzo inny, będziesz miał o wiele lepszej jakości życie, o wiele bardziej satysfakcjonujące bitwy, o wiele mniej gówna innych ludzi w ciebie trafi. chciałbym taki być w każdej chwili... chciałbym teraz znów mieć czas o tym zawsze pamiętać.