środa, 26 czerwca 2019

Bilans czasu

Zrobiłem właśnie bilans mojego czasu i pieniędzy przeznaczonych na gry komputerowe od momentu, kiedy założyłem konto Steam. Przejrzałem wszystkie wydatki i zarejestrowany czasy gry (również na innych platformach). Są one dosyć mocno rozciągnięte w czasie, ponieważ sięgają aż roku 2013. Nie wliczają się w te zakupy gry kupione w sklepach, ale sprawa wygląda tak:

Rozciągając wszelkie wydatki na te 6 lat, wychodzi że średnio w zaokrągleniu wydawałem około 32 zł miesięcznie. Tutaj nie ma jeszcze tragedii, ponieważ nie jestem ani liczykrupą, ani człowiekiem oszczędnym.

Do refleksji skłoniła mnie za to suma godzin spędzonych na grach - i tutaj nie wliczam już tych, w które spędziłem wcześniej, lub jeszcze w dzieciństwie. Dzisiaj są to już odleglejsze czasy, ale ostatnia 1/5 mojego życia nie napełnia mnie specjalnie dumą z siebie. Ponieważ od 2013 roku spędziłem w grach komputerowych 2487 godzin.

To tak, jak gdybym przez rok grał po 8 godzin dziennie, od piątku do soboty.

Od dłuższego czasu jestem świadomy tego, że granie w gry komputerowe odbiera mi czas, który cenię tym bardziej, im dłużej jestem dorosłym. A taka świadoma dorosłość, lub świadomość dorosłości, zaczęła kiełkować we mnie po trzydziestce. Wcześniej czułem się jeszcze tym dwudziestolatkiem, który się dopiero wszystkiego w życiu uczy i jeszcze nie jest do końca odpowiedzialny. Teraz patrzę na moją młodszą wersję i chciałbym móc siebie spotkać i sobie samemu pomóc w docenieniu własnego czasu.

Właściwie przez cały ten czas, kiedy siedziałem wciągnięty w jakąś fabułę, nie ceniłem samego siebie wystarczająco wysoko. Może na tyle, żeby zafundować sobie rozrywkę mniej szkodliwą niż alkohol. Ale nie aż tak wysoko, żeby ta rozrywka była jakościowa i rozwijająca, na przykład w postaci interesującej książki, ćwiczenia gry na mojej gitarze, lub gimnastyki dla zrzucenia zbędnych kilogramów. Te trzy wymienione formy w znacznie lepszym stopniu mnie relaksują, dodatkowo rozwijając duszę, umysł i ciało. Gry komputerowe niewiele mi w praktyce dały, a często bywały stresujące i po kilku godzinach stawały się męczące.

Myślę, że w tym momencie zaczął docierać do mnie głos, który wcześniej był we mnie bardzo stłumiony. Wydaje mi się, że jest to głos celowości i chęci polepszenia własnego życia, jego jakości materialnej i intelektualnej, uczynienia siebie człowiekiem spełnionym, bardziej otwartym, o jasnym umyśle i wolnym. Nie będzie to pewnie łatwy proces, ale każdy któregoś dnia stawia swój pierwszy krok we własną stronę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz