niedziela, 23 maja 2021

Pryzmat

Lubię doświadczać rzeczy, miejsc i zjawisk bezpośrednio. Pragnę zawsze je poczuć i podzielić się swoimi spostrzeżeniami, wymienić je, jeśli jestem z innym świadkiem. Kiedy idę, lubię iść. Moja kobieta niestety ma inaczej - wszędzie chodzi z aparatem. Robię zdjęcia, przystaje, nie potrafi docenić duchowej wartości chwil, tylko musi wszystko obcykać. Czuję, że niszczy to moment, niszczy to też rzeczy, które moglibyśmy podziwiać trzymając się że ręce, podziwiając. Czuję, że nie idziemy razem, ale ja jestem dla towarzystwa pani fotograf-amator. Widzę piękne miejsca, wącham kwiaty, podziwiam widoki... I jestem tam sam. Fajnie, ale co to za radość iść z kimś i czuć się sam? Jeśli chcę być sam, to idę sam. Męczy mnie to ciągle przystawanie co 5 minut i czekanie, aż ona nasyci aparat. A potem te zdjęcia leżą nieobrobione, latami. Po nic. A ja nie pamiętam tych chwil, bo się nudzę w procesie obfotografowywania obiektów. Męczy mnie że ona musi na wszystko patrzeć przez ten pryzmat. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz