Gdybym przestał się tym przejmować, uraziłbym wiele osób, prawdopodobnie wszystkich. Straciłbym pracę i wielu znajomych nie chciałoby mnie znać. Nie żeby mi na większości zależało... ale na pewno większośc z nich czułaby się zraniona moim prawdziwym obliczem. Ale dlaczego? Ano dlatego, że ich okłamywałem. Okłamywałem, nie będąc sobą. Próbując być wyważonym, miłym, nie mając asertywności. Nagle z takiego nieśmiałego i nieszkodliwego głupka stałbym się kimś innym - zapewne gorzkim, szorstkim, brutalnym, być może cynicznym, o poglądach radykalnych.
I stąd moje cierpienie - próba przetrwania, zaoszczędzenia sobie większych niewygód. Ale kto wie, czy właśnie nie będąc radykalnie sobą zaoszczędziłbym sobie jeszcze bardziej? Wszystkie potyczki, cyniczni i wyniośli ludzie wycierający sobie o mnie swoje gówno...
Życie, dochodze do wniosku, naznaczone jest cierpieniem od urodzenia. Będąc w harmonii z sobą, niezależnie kim jesteś, jak bardzo negatywny, jak bardzo inny, będziesz miał o wiele lepszej jakości życie, o wiele bardziej satysfakcjonujące bitwy, o wiele mniej gówna innych ludzi w ciebie trafi. chciałbym taki być w każdej chwili... chciałbym teraz znów mieć czas o tym zawsze pamiętać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz