czwartek, 8 kwietnia 2021
Surrealistyczny świat
Kiedy byłem mały, świat nieraz wydawał mi się abstrakcyjny. Najbardziej ze wszystkiego jednak abstrakcyjny, niezrozumiały, zagadkowy, a wręcz efemerytczny był fakt mojej włąsnej egzystencji. jak to jest, że Ja to Ja? Że świadomośc jest od wnętrza tego określonego ciała, które w sumie do niej pasuje, a ona do niego... A ludzie nie mają pojęcia o 99% rzeczy, które widzę, które zauważam, a oni nie, oraz o milionach myśli i wrażen, które przez moją głowę przechodzą. Czułem się w tym wszystkim zawsze osamotniony. Może nikt o tym nie mówi, a może nikt tego nie przeżywa? Większośc ludzi, zdaje mi się, żyje bowiem bardzo wąskim torem oraz ma prostu punkt widzenia na siebie, innych, świat etc. Z wiekiem staje sie on bardziej rozbudowany, ale mundus operandi jest nadal tak samo prosty. Nie umiem tego stwierdzić, jednak zazwyczaj chyba jest na linii 1. Ja - 2. inni/świat. Ja mam odwrotnie, chociaz widzę wszsytko z perspektywy pierwszej osoby. Świat jest ode mnie większy i ważniejszy, inni mają częściej przekonanie o swojej racji i nie ma czasu na to, aby ich wyprowadzać z błędu, albo przekonywać do szerszego światopoglądu. Niestety, nie znam zbyt wielu słuchaczy, ani otwartych na abstrakcyjne (dla nich, oczywiście) idee.
Wracając jednak do świata. Kiedyś wydawał mi sie abstrakcyjny, tak samo jak fakt mojego jestestwa. Teraz ten fakt pozostaje tak samo niewytłumaczalny. Vexing, zagadkowy. Ale Świat staje się abstrakcyjno-surrealistyczny jeszcze bardziej. Jeśli to ja jestem jego twórcą, to przepraszam wszystkich na nim żyjących i siebie samego, po spaprałem sprawę. Marzę o świecie bardziej rozumnym, pozbawionym chciwości, bydła i kłamst, a pełnym ludzi o otwartych oczach, spokojnych i wolnych. Za to mamy świat, gdzie ludzie są przeciskani przez systemową wyrzymarkę i nie mają nawet chwili na samodzielne myślenie, gnani są tylko pędem cywilizacyjnego spędu - do rzeźni. Żielona pożywka, to ludzie!
Przypomninają mi się wszystkie moje ulubione filmy - V jak Vendetta, Zielona Pożywka, Ucieczka Logana, Brazil, oraz książki - Rok 1984 oraz Nowy Wspaniały Świat (filmy też z resztą). I zastanawiam się, czy one miały nas ostrzegać, budzić, czy tylko przygotować, oswoić z nadchodzącą sytuacją? Bo z tego, co widzę, ludziom jest zbyt wygodnie, aby sie buntowali, a z drugiej strony są coraz bardziej zniewoleni przez system. ich sprawa, ale ja nie chce być niewolnikiem. Chcę być wolny od systemu, a jednak chyba nie da sie od niego uciec, aby równocześnie nie żyć w niewygodzie. W sumie sam nie miałbym nic przeciwko niewygodom - jestem człowiekiem zahartowanym. Ale moja Żona by tego nie zniosła. Ona potrzebuje stabilności, której jednak antysystemowy styl życia nie daje.
Ostatecznie, nie chcę też stać się wyrzutkiem społeczeństwa. Mam spory potencjał i jedyne, co mogę zrobić, to rzucić się w ogień wraz z tłumem, aby przynajmniej ten mój potencjał przekazać - moje myśli, wrażliwość, pomysły na to, jak usprawnić świat.
Ale póki co, musze jeszcze wiele zrobić z samym sobą, zanim będę gotowy na to, aby mój kwiat w pełni rozkwitł. Wciąz jestem pączkiem, który dojrzewa powoli. Ale we mnie już wzbiera, już zaczyna się coś formować, oczekuje na nadejście, na rozkwit, na wybuch - gdzieś w głębii, to oczekiwanie się rodzi, to oczekiwanie trwa i będzie trwało oraz rozpalało płomień i zapał prometejski. Oby bogowie nie mieli mi za złe... oby okazali sie tak samo dobroduszni, ajk ja. A może właśnie tacy są, jak ich opisali w Grecji?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz